Oś podziału politycznego
Kompas polityczny to najpopularniejszy w internecie model/test poglądów politycznych. Składa się z dwóch osi: lewicowo-prawicowej w kwestiach ekonomicznych i libertariańsko-autorytarnej w kwestiach społecznych. Dzielimy w ten sposób poglądy ludzi na ćwiartki:
Ten model jest błędny. Istnieje tylko jedna oś podziału politycznego. Oś nadrzędna wobec wszystkich innych podziałów, odblokowująca resztę poniższego tekstu, który odpowiada na pytania: dlaczego współczesne państwa rosną bez limitu, dlaczego narzucanie norm jest sprzedawane jako liberalizacja, dlaczego porządek wokół nas wydaje się gnić w sposób, którego nikt nie potrafi jasno nazwać. Redukcja polityki i cywilizacji do jednej osi to początkowy krok pozwalający wyjaśnić wszystko inne.
Oś egalitaryzmu
Każde pytanie zadawane przez kompas - o podatkach, imigrację, tożsamość płciową, wolność słowa, rodzinę - sprowadza się do jednego i tego samego fundamentalnego pytania:
Czy społeczeństwo powinno porządkować się według istniejących różnic między ludźmi, czy może powinno te różnice korygować, znosić albo unieważniać?
Osie ekonomiczna i społeczna są tożsame. To jedna i ta sama oś egalitaryzmu, lecz rozważana w innych kategoriach; większość ludzi nie widzi tego, bo jesteśmy nauczeni myśleć o polityce w dwóch niezależnych wymiarach, jednak bliższa analiza pytań może nam pokazać, że de facto wszystkie dotyczą one tego samego.
Rozważmy cztery przypadki. Czy dochód powinien być opodatkowany progresywnie, czy może w ogóle nie? Czy pracodawcy powinni być zmuszani do równego traktowania mężczyzn i kobiet w procesie rekrutacyjnym? Czy powinniśmy móc nie wpuszczać obcokrajowców do kraju? Czy ludzie powinni móc zmienić płeć zapisaną im w dokumentach?
Po obdarciu każdego z tych pytań ze szczegółów, wszystkie tyczą się tej samej kwestii:
Czy różnice między ludźmi - w zdolnościach, kulturze, narodowości, biologii, płci - powinny porządkować życie społeczne, czy może powinny zostać skorygowane bądź zniesione przez państwo?
Ludzie opowiadający się za porządkiem opartym na różnicach należą do prawicy i są antyegalitarystami. Ludzie, którzy uważają, że te różnice powinny zostać zniesione, skorygowane albo unieważnione za pomocą państwa lub innego przymusu, należą do lewicy i są egalitarystami. Każdy inny pozorny podział - ekonomiczny, kulturowy, religijny, nawet estetyczny - pochodzi od stosunku do egalitaryzmu.
Współczesne egalitarne instytucje sprzedają prawicowość jako ideę bronienia jednej wielkiej hierarchii ludzkości ("darwinizm społeczny", "nieczułość" itd.) z "dobrymi" ludźmi na jej szczycie i "złymi" pod nimi. To fałsz i propaganda. Dobry żołnierz nie musi być dobrym władcą; dobry rzemieślnik nie musi być dobrym ojcem. Porządek oparty na naturalnych talentach produkuje mnogość różnych zdecentralizowanych hierarchii, każda należąca do swojej własnej sfery - najlepszy wojskowy dowodzi resztą wojska, biskup swoją parafią, ojciec synem, pan feudalny ludźmi akceptującymi jego ochronę. Porządek naturalny to nie piramida, lecz sieć przenikających przez siebie autorytetów, każdy posiadający władzę w swojej sferze.
Ludzkie działanie
Każda interakcja między dwojgiem ludzi tworzy informację, która przed tą wymianą nie istniała1Ludwig von Mises, Human Action (1949). Mises dowodzi, że sam akt działania zakłada kategorie wartości, ceny i kosztu - skala wartości nie istnieje przed wyborem, gotowa do odczytania, lecz jest konstruktem istniejącym wyłącznie w ramach środków i celów konkretnego działającego człowieka. Wiedza o tym, co ludzie cenią, nie jest odczytywana, lecz powstaje dopiero w momencie działania. . Gusta, zdolności, osądy, preferencje, porządki społeczne które ludzie są gotowi utrzymywać - nic o nich nie jest możliwe do poznania bez interakcji międzyludzkiej; to akt wyboru i działania jest momentem, w którym wiedza o tych rzeczach jest możliwa do poznania.
Organizowanie się ludzi podlega pod te same prawa, co reszta gospodarki. System cen nie jest miarą jakichś inherentnych faktów o wartości dóbr i usług, lecz jedynym mechanizmem, który pozwala tę wartość (w danej chwili) poznać. Bez wolnej wymiany ekonomicznej ta informacja w ogóle nie powstaje2Ludwig von Mises, Socialism (1922) - problem kalkulacji ekonomicznej. Bez wolnej wymiany i wynikających z niej cen nie istnieje sposób porównania alternatywnych zastosowań zasobów: informacja, którą niesie cena, nie jest mierzona, lecz dopiero wytwarzana przez sam akt wymiany. Centralne planowanie nie tyle źle liczy, co nie ma czego liczyć. .
To samo dotyczy organizowania się ludzi. Bez możliwości wolnego zrzeszania się, wchodzenia w interakcje z tym, z kim uważamy za słuszne, pozbawiamy się mechanizmu pozwalającego odkryć wartość ludzi: kto jest zdolny, kto będzie przewodził, kto służył, jakie sojusze będą trwałe, jakie hierarchie są zdolne do bycia samowystarczalnymi. Informacja wymagana do tego wszystkiego musi zostać wytworzona, nie da się jej założyć, policzyć z zewnątrz.
Oś egalitaryzmu to problem kalkulacji ekonomicznej zastosowany do organizacji społecznej. Organizowanie społeczeństwa według różnic między ludźmi to proces, dzięki któremu tworzona jest wiedza o tych różnicach. Agresja i przymus narzucają preferencje agresora w miejsce tego, co ujawniłoby wolne ludzkie działanie; to centralne planowanie kapitału ludzkiego. Agresja niszczy wiedzę potrzebną do tego, by w ogóle dowiedzieć się, co jest przez nią niszczone. Ta destrukcja wiedzy nie jest niczym koregowana, wręcz przeciwnie - kumuluje się, bo niszczy ona również informację o samej sobie i jej skutkach. Nie da się tego zmienić, niezależnie od intencji czy kompetencji agresora.
Organiczne vs narzucone
Hierarchie możemy podzielić na dwie kategorie:
- hierarchia organiczna
- wyłania się na skutek wolnego ludzkiego działania. Ludzie zrzeszają i segregują się, konkurują między sobą. To, co wznosi się na jej szczyt, jest z definicji tym, co wolny porządek uznaje za wartościowe - wartościowe nie w sensie produktywności mierzonej jakąś narzuconą a priori miarą, lecz według tego, co uczestnicy faktycznie demonstrują i akceptują. Wartość nie istnieje przed hierarchią - to hierarchia ją tworzy. Autorytet i władza w takiej hierarchii wymagają ciągłej dobrowolnej afirmacji; nie są egzekwowane - same się egzekwują, a porządek produkowany przez taki autorytet niesie ze sobą informacje nt. uczestników tegoż porządku.
- hierarchia narzucona
- jest instalowana i utrzymywana przez przymus i bez jego ciągłości upada. Jakikolwiek istniejący w niej podział czy uszeregowanie utrzymywane są groźbą przemocy wobec tych, którzy chcieliby z niej wyjść lub odmówić udziału. Z tego powodu nie niosą one za sobą żadnej informacji o tym, co uczestnicy takiego porządku faktycznie preferują.
Ten podział pozwala formułować weryfikowalne hipotezy. Organiczne porządki utrzymują się siłą informacji, które same tworzą. Porządki narzucone stopniowo niszczą swoje fundamenty, i upadają lub wymagają coraz większego stopnia przemocy, by je utrzymać. Upadek ZSRR, spadek dzietności w państwach menadżerskich3James Burnham, The Managerial Revolution (1941). Pierwotne źródło opisujące przejęcie władzy w gospodarce i państwie przez klasę zawodowych administratorów i menedżerów, którzy nie są ani właścicielami, ani wytwórcami, lecz czerpią władzę z zarządzania cudzą własnością i cudzą pracą. , niestabilność multikulturowych kotłów, nie są przypadkowe, lecz przewidywalne. Utrzymywalność porządku zależy od tego, czy utrzymuje się on sam, czy może jest utrzymywany z zewnątrz.
Prawdziwy, a dobry
Spontaniczny porządek pozwala poznać faktyczne preferencje jego uczestników. Nie gwarantuje to, że te preferencje są "dobre". Społeczeństwo degeneratów wytworzy organiczny porządek afirmujący degenerację. Taki porządek też nosi ze sobą informację, o faktycznym stopniu zdegenerowania społeczeństwa. Organiczne hierarchie nie zawsze tworzą cnotliwe społeczeństwa, natomiast narzucanie porządku zawsze powoduje dezalokację kapitału ludzkiego i wiedzy, bez względu na intencje.
Z tego powodu odróżniamy prezentowany tutaj sposób myślenia od libertarianizmu głównego nurtu (często implikującego organiczne = dobre) i tradycjonalizmu/reakcji (w niektórych formach twierdzących, że konkretne instytucje, formy organizacji społeczeństwa są obiektywnie dobre). Prezentowane myślenie jest bardziej skromne: porządek spontaniczny jest prawdziwy, narzucony - fałszywy. "Co należy zrobić ze złymi organicznymi porządkami?" zostawiamy na kiedy indziej.
Zewnętrzne narzucenie "dobrego" porządku na społeczeństwo, które spontanicznie preferuje "zły" porządek, nie rozwiązuje problemu. Przymus niszczy informacje potrzebne do samej obserwacji problemu złego porządku i jedynie maskuje degenerację, zastępując ją narzuconą nową formą porządku. Skoro narzucanie porządku tylko maskuje problem, jedyne odpowiedzi to pogodzenie się z istniejącym stanem rzeczy ("cope") lub separacja.
Opuszczalność
Określenie rodzaju hierarchii jest proste: czy można ją opuścić bez groźby przemocy?
Hierarchie możliwe do opuszczenia pokojowo są organiczne. Ludzie w nich pozostający robią to, bo istnienie w danej hierarchii jest dla nich korzystne. Pozostawanie w danej hierarchii mimo możliwości odejścia od niej, jest sygnałem prawdziwości porządku: informacji o tym, że ludzie chcą go utrzymywać, a nie jedynie znosić.
Jeśli pokojowe opuszczenie danej hierarchii nie jest możliwe, to hierarchia jest narzucona. Nie ujawnia ona nic o jej członkach, ponieważ nie mogą zademonstrować alternatyw.
Opuszczenie hierarchii nie musi być bezkosztowe, musi jedynie nie być zabronione wprost przemocą. Chłop pańszczyźniany opuszczający ziemię swojego pana feudalnego, tracący z tego powodu swoją chatę, działa w ramach porządku organicznego. Poszukiwanie tego chłopa w celu powieszenia go za ten czyn to porządek hierarchii narzuconej. "Koszt" to cena alternatywy; zabranianie opuszczenia hierarchii przemocą tę alternatywę likwiduje w całości.
Poświęćmy akapit oczywistemu zarzutowi: że "dobrowolność" to fikcja, gdy ludzie różnią się statusem, władzą, zasobami. Takie myślenie wymaga założenia, że nierówności są czymś, co istnieje przed interakcjami, i w pewnym sensie je zatruwa. Jest przeciwnie: nierówności nie poprzedzają interakcji, lecz ujawniają się tylko dzięki nim, tak, jak każda inna różnica między ludźmi. Aby stwierdzić, kto jest silniejszy, dwóch mężczyzn musi siłować się na ręce. Nierówności nie są "skazą" interakcji międzyludzkich, lecz ich przyczyną: gdybyśmy ludzie nie różnili się między sobą niczym, nie byłoby powodu do handlu. Asymetria nie "psuje" interakcji międzyludzkich, ona nimi jest.
Więzy rodzinne są najczystszą możliwą hierarchią naturalną - poprzedzającą jakąkolwiek umowę, państwo, czy wybór w ogóle. Każda cywilizacja została na nich zbudowana. Rodzinę można opuścić: dziecko dorasta i odchodzi z domu, dorosły człowiek może zaprzestać kontaktu z krewnymi. Ergo, jest ona organiczna, nie narzucona - opuszczenie nie jest zabraniane przemocą. Rodziny, natomiast, nie można wybrać: każdy ma danych rodziców, danych przodków, krewnych, żadna z tych rzeczy nie była "wybrana" w jakimkolwiek sensie. Narodziny są najgłębszym źródłem naturalnych różnic między ludźmi.
Dlatego to właśnie rodzina jest tym, co egalitaryzm próbuje zniszczyć. Własność można redystrybuować, kompetencje zastąpić tytułami naukowymi, płeć zadekretować jako nic istotnego - lecz nic nie jest w stanie zmienić faktu, że każdy człowiek urodził się danym, konkretnym rodzicom. Rodzina to jedyna niereinterpretowalna hierarchia, naturalnie opierająca się egalitarnym instynktom. Każdy zrównujący ludzi projekt napotyka się w pewnym momencie na nienaruszalną ścianę pojęć biologicznej matki i ojca. Zburzenie jej to cel końcowy egalitaryzmu.
Porządek narzucony jest zawsze egalitarny
Egalitaryzm rozumiemy jako chęć zrównania ludzi - majątkowo, społecznie; w każdej mierze. To jego powierzchowna forma, podczas gdy w istocie jest to bunt przeciwko naturze4Murray Rothbard, Egalitarianism as a Revolt Against Human Nature (1974). i wszystkiemu, co od niej pochodzi.
Bunt przeciwko naturze wymaga buntowników. Ktoś musi zdecydować jaki jest naturalny porządek rzeczy, ogłosić go niemoralnym i wyegzekwować alternatywę. Ten ktoś jest, z definicji, nad wszystkimi innymi, których porządek został przez ten bunt zniesiony. Egalitaryzm nie jest w stanie likwidować hierarchii w ogólności. Faktycznym rezultatem egalitaryzmu jest zastąpienie porządków organicznych narzuconymi, w których na czele nowej hierarchii stoją ludzie bezpośrednio kierujący aparatem przymusu.
Dlatego egalitaryzm i porządki narzucone to ten sam koncept obserwowany z różnych perspektyw5Jared Clark, "What Does It Mean To Be Right Wing?", 2020, https://anticom.net/what-does-it-mean-to-be-right-wing/ . Egalitaryzm tworzy porządki narzucone, bo zrównywanie ludzi wymaga stojącego na czele takiego porządku zrównywacza; porządek narzucony jest inherentnie egalitarny, bo jest buntem przeciwko naturze i powstających w jej warunkach porządkom organicznym.
Ergo, z naszego punktu widzenia ideologia narodowego socjalizmu jest fundamentalnie lewicowa pomimo jej hierarchicznej estetyki; reżimy jak Korea Północna bądź Rumunia za Ceaușescu odwołujące się do nacjonalistycznych bądź monarchistycznych tonów też pozostają lewicowe, gdyż ich bazą jest państwo totalne będące właścicielem wszystkiego, kierowane przez Partię (lub dynastię) mającą na celu likwidację każdego niewywodzącego się od państwa porządku.
Końcowym rezultatem egalitarnego myślenia jest opisana wyżej chęć likwidacji rodziny - nierozerwalnej podstawowej komórki reprodukcyjnej, na której zbudowane jest każde społeczeństwo. Współczesnym tego symptomem jest zinstytucjonalizowany opór wobec dymorfizmu seksualnemu: język, prawo i biurokracja w wielu zachodnich krajach są zorganizowane w sposób ignorujący płeć danej osoby, lub traktujący ją jak kategorię performatywną / deklarowaną, a nie obiektywną cechę biologiczną. Walka z konceptem płci biologicznej jest walką z fundamentem rodziny. To, co pochodzi z natury - mężczyźni i kobiety układający się w struktury zbudowane wokół tego podziału przez cały okres historii pisanej - musi być zlikwidowane.
Porządki narzucone likwidują mechanizm generujący wiedzę, już w samym założeniu negują naturalne układanie się ludzi, i stają się coraz bardziej autosabotujące w swoim działaniu. Estetyka hierarchizmu nie jest w stanie ich przed tym ocalić.
Jak dotąd opisywaliśmy czym jest oś egalitaryzmu i dlaczego porządki narzucone niszczą informacje, na których polegają wszelkie porządki utrzymujące cywilizację. Teraz zajmiemy się identyfikacją tych mechanizmów w prawdziwym świecie - konkretnych mechanizmów i instytucji za pomocą których porządek naturalny jest likwidowany, i konkretnych ludzi, którzy to robią.
Państwo nie jest strażnikiem porządku naturalnego
Uważnemu czytelnikowi przyjdzie na myśl kontrpropozycja:
Tak, państwo nie jest w stanie wytworzyć hierarchii naturalnej, lecz mogłoby strzec środowiska, z którego wywodzą się porządki organiczne. Własność prywatna, granice, dziedziczenie, autorytet rodzicielski, wolność zrzeszania się, autorytet kościelny - państwo może tych rzeczy bronić, lub z nimi walczyć. Co jest nie tak z państwem, które stara się być protektorem wymienionych powyżej instytucji?
Żadne takie państwo nie jest stabilne. Każda historyczna próba ograniczenia władzy państwowej do ochrony warunków porządku organicznego staczała się z biegiem czasu do formy podporządkowującej sobie instytucje, których miała strzec. Przyczyny takiego stanu rzeczy są strukturalne.
Można odpowiedzieć, że żaden porządek organiczny także nie przetrwał próby czasu. Prawda - lecz działo się tak z innych powodów, co jest całą pointą. Porządki narzucone niezależnie od innych warunków gniją od wewnątrz na mocy problemu kalkulacji ekonomicznej. Porządki organiczne upadają tylko wtedy, gdy zostaną podbite z zewnątrz, lub same stopniowo przerodzą się w porządek narzucony.
W ogólności: nawet ograniczone w zamiarach do strzeżenia organicznego porządku państwo wytwarza swoje własne instytucjonalne interesy. Nie robi tego "państwo" jako abstrakcyjna całość z jedną wspólną wolą - taka nie istnieje - lecz robią to niezależnie każde ministerstwo, departament, wydział, ciągle próbując zwiększyć swój budżet, zatrudnienie, i jurysdykcję czy kompetencje6Mencius Moldbug, An Open Letter to Open-Minded Progressives (2008), rozdz. 6 ("The Lost Theory of Government") oraz rozdz. 7 ("The Ugly Truth About Government"). Moldbug dowodzi, że gdy władza jest podzielona, pojawia się "polityka": każde ministerstwo może odnosić sukces nie przez realizację wspólnego celu, lecz przez poszerzanie własnej pozycji kosztem innych. Nowoczesne państwo nie ma jednej woli, lecz jest zbiorem instytucji, z których każda niezależnie maksymalizuje swój zakres. . Współczesne ministerstwo nie istnieje wyłącznie w celu realizacji ustawowych celów; aktywnie szuka ono sposobów na poszerzenie ich. Nikt tego procesu nie koordynuje, i nikt nie jest w stanie go zatrzymać - powstaje on samoistnie z samej natury istnienia państwowych instytucji. Instytucje organiczne podlegają tym samym pokusom, lecz są w nich powstrzymywane przez możliwość opuszczenia, odejścia z nich. Od państwa nie da się odejść; jego nieuchronny rozrost nie spotyka się z jakąkolwiek korektą. Samo uzasadnienie jego istnienia jako 'stróża porządku' staje się wymówką do nieustannego rozrostu.
Przykład: Stany Zjednoczone
W Stanach Zjednoczonych znajdujemy bezpośredni tego przykład. Rząd federalny USA został zaprojektowany przez Ojców Założycieli tak, by mieć nieliczne, jasno wytyczone i ograniczone kompetencje; wszystko poza nimi jest kwestią stanową. Do dziś różnice w wielu kwestiach między stanami USA (na marginesie, zauważmy: stanpol. = stateang. = państwopol.) bywają większe, niż analogiczne różnice między państwami UE. Taki układ jest przeciwny do tego, jak dziś większość osób wyobraża sobie rząd centralny - w USA rząd nadal musi uzasadniać swój autorytet pozwalający mu na podjęcie danego działania i nie jest w stanie rządzić poprzez rozporządzenia covidowe deklarujące cokolwiek, co sobie wyobrazi. Pośród kilku wymienionych kompetencji rządu federalnego istnieje moc do regulacji handlu pomiędzy stanami, pierwotnie zamierzona jako wąskie przyzwolenie na powstrzymanie stanów przed wznoszeniem barier handlowych przeciwko sobie nawzajem. Zapis ten chroni wewnętrzny wolny rynek, a także - co równie ważne - nie nadaje rządowi prawa do regulacji produkcji, pracy, rolnictwa, czy lokalnych gospodarek, które miały pozostać w ramach zdecentralizowanych, organicznych porządków wewnątrzstanowych. Przez ponad 150 lat działało to w dokładnie ten sposób. Rząd w Waszyngtonie nie decydował o kierunku rozwoju gospodarczego państwa, nie ustalał płac, ani nie decydował o tym, co rolnik powinien uprawiać na swoim polu.
W 1942 r. znaczenie tego zapisu zostało odwrócone za pomocą nowej interpretacji, nie poprawki konstytucyjnej. Artykuł ograniczający władzę rządu centralnego zaczął być czytany w sposób nadający mu ją, w całości, nad wszystkim. Kluczowy wyrok Sądu Najwyższego (w USA pełniącego rolę trybunału konstytucyjnego) postanowił, że rolnik uprawiający pszenicę na swojej ziemi w celu wykarmienia własnej trzody - pszenicę, która nigdy nie wejdzie na rynek - angażuje się w "handel międzystanowy", ergo podlegający federalnej kontroli. Uzasadnienie - wątpliwe - głosi, że zagregowane powstrzymywanie się wszystkich rolników od kupna pszenicy na rynku wpływa na jej ceny7Wickard v. Filburn, 317 U.S. 111 (1942). "Zasada agregacji": nawet czysto lokalna działalność nie angażująca się bezpośrednio w międzystanowy obrót handlowy może podlegać regulacjom federalnym, jeżeli po zsumowaniu jej wszystkich indywidualnych wykonawców działania te mogłyby wpłynąć na ceny dóbr lub usług w innych stanach. Wyrok zapadł przed Sądem Najwyższym przekształconym przez FDR po 1937 roku, kiedy - po serii wyroków uchylających ustawodawstwo polityki Nowego Ładu oraz po groźbie Roosevelta, że dokooptuje on sędziów zgodnych z nim ideologicznie - Sąd zmienił swoją dotychczasową linię i zaczął podtrzymywać daleko idące ingerencje rządu federalnego w gospodarkę. Od 1942 r. prawie żadna działalność gospodarcza nie została uznana jako niepodlegająca regulacji na mocy powyższego wyroku. . Od tego momentu każda interwencja w gospodarkę mogła być uzasadniona na powyższym gruncie; konstytucyjna architektura ograniczonych, wyliczonych kompetencji amerykańskiego rządu stała się martwa. Nie poprzez jej zmianę, która wymagałaby poprawki konstytucyjnej, lecz dzięki reinterpretacji konstytucji przez urzędników, których rolą jest interpretowanie jej. Słowny zapis w 2026 jest nadal taki sam, jak w 1789 - lecz jego zamiar ograniczenia państwa w narzucaniu porządku został zastąpiony dokładnie przeciwnym znaczeniem, nadającym rządowi federalnemu całkowity autorytet do robienia tego, przed czym ten zapis miał go powstrzymywać. Rola stróża "porządku organicznego" stała się narzędziem jego zniszczenia, klinem rozsadzającym ten porządek od środka.
Treść konstytucji nigdy nie została zmieniona - zmiana wymagałaby większości konstytucyjnej, bardzo ciężko osiągalnej w amerykańskim systemie. Poza tym, taka zmiana byłaby widoczna dla opinii publicznej jako bezpośredni sygnał zmiany panującego porządku. Nie, treść konstytucji została zreinterpretowana: te same słowa zaczęły być rozumiane w kompletnie przeciwny sposób. Reinterpretacja ukrywa skalę zmian, które za sobą niesie, gdyż litera prawa pozostaje przy niej taka sama. Proces reinterpretacji jest chroniony przez państwo, którego struktury i zasady są przez ten proces zmieniane; odbywa się w środowisku którego nie można opuścić, a werdykt reinterpretatorów niesie ze sobą, w razie sprzeciwu, groźbę przemocy od tej samej instytucji, którą pierwotny tekst konstytucji próbował przed przemocą powstrzymać. Ten proces nie zaszedł w formie zorganizowanego "szturmu na instytucje". Ten proces jest instytucjami - ludźmi je obsadzającymi, gdyż instytucje państwowe z racji swojej natury przyciągają do siebie typ człowieka stworzonego do pewnego rodzaju pracy. Teraz przejdziemy do odpowiedzi na pytanie:
Dlaczego tacy ludzie od zawsze znajdują się na tego rodzaju stanowiskach, i czemu niezawodnie dążą do odczytywania prawa w tym jednym kierunku?
Słowowładcy8"wordcel"ang..
Psychometria - najsilniej ugruntowana w rzeczywistości gałęź psychologii - pokazuje, że ludzkie zdolności kognitywne zależą istotnie od "ogólnego czynnika inteligencji", g, mierzonego przez testy IQ. Czynnik ten można próbować rozszczepić na bardziej szczegółowe aspekty w zależności od przyjętego modelu. Interesuje nas tu jeden z najpopularniejszych modeli, to jest podział inteligencji na słowną i przestrzenną. Te dwie rzeczy są silnie skorelowane - inteligentni ludzie odnotowują zwykle wysokie zdolności w obu aspektach - lecz są one na tyle niezależne, że niektórzy są sprawniejsi w jednym aspekcie od drugiego. To skrzywienie, w szczególności zachodzące na korzyść inteligencji słownej, ma interesujące dla nas skutki społeczno-gospodarczo-polityczne.
- inteligencja słowna
- sprawność z (nomen omen) słowami, językiem, abstrakcyjnymi zależnościami wyrażanymi przez język.
- zdolności przestrzenne
- sprawność w rzeczach związanych z kształtami, przestrzenią, zajęciami mechanicznymi i rozumowaniem, wyobraźnią trójwymiarową.
Aspekty słowne i przestrzenne są istotnie dziedziczne i różnią się wśród różnych grup ludzi. Werbalne skrzywienie inteligencji jest najlepiej udokumentowane wśród Żydów Aszkenazyjskich, którzy prezentują je w stopniu ok. 10-15 punktów IQ relatywnie do ich zdolności przestrzennych9Gregory Cochran, Jason Hardy, Henry Harpending, "Natural History of Ashkenazi Intelligence", Journal of Biosocial Science; Richard Lynn, The Chosen People: A Study of Jewish Intelligence and Achievement (2011). , lecz taki profil kognitywny istnieje w każdej ludzkiej populacji.
Skrzywienie werbalne niesie za sobą ekonomiczne konsekwencje. Tacy ludzie będą zwykle mniej produktywni od osób o porównywalnych zdolnościach umysłowych, lecz mniejszym skrzywieniu, w zajęciach wymagających kwalifikacji inżynierskich, budowniczych, przemysłowych, rolniczych - kategoriach, w których trzeba mierzyć się z prawami natury i twardą fizyczną rzeczywistością. Kontynuując, ludzie o wysokiej inteligencji werbalnej będą bardziej zdolni w sferach społecznej, prawniczej, retorycznej i politycznej, których medium są słowa i interakcje społeczne. Ci ludzie posiadają przewagę komparatywną w manipulacji struktur pochodzących z języka: prawo, dziennikarstwo, uniwersytecka nauka, teologia, biurokracja, polityka; największą instytucją polegającą na języku jest państwo, więc sfera w której mają przewagę okazuje się być mechanizmem redystrybucji bogactwa tworzonego przez produktywną część społeczeństwa.
Ta grupa ludzi tworzy klasę słowowładców, tytuł tej sekcji. Nie jest to grupa etniczna, tylko podzbiór każdej ludzkiej populacji. Bycie słowowładcą nie zależy pochodzenia, lecz od profilu zdolności danego człowieka: dobrze władający słowem, fizycznie bezproduktywny, posiadający przewagę w manipulowaniu systemów i instytucji opartych na języku i słabość w tworzeniu rzeczy.
Między słowowładcami a instytucjami państwowymi panuje relacja symbiozy. Słowowładcy są wypychani z produktywnych sfer życia, do których się nie nadają, i odnajdują się w operującym na kompetencji słownej, nie produktywności, państwie. Przejęcie państwa przez słowowładców to, ergo, ani przypadek, ani zaplanowany spisek, lecz strukturalna konsekwencja. Słowowładcy pną się w górę państwowych struktur, bo to środowisko w którym są najbardziej kompetentni, a także dlatego, bo to sposób, w którym mniej produktywna klasa jest w stanie się bogacić: zawłaszczając (z poparciem społeczeństwa i państwową legitymizacją) bogactwo wytworzone przez produktywnych ludzi. Państwo jest dla słowowładców jednocześnie naturalnym środowiskiem i ich środkiem produkcji.
Przejęcie państwa (i jego instytucji fiskalnych) ma większy relatywny potencjał niż produkcja. Podczas gdy producenci zarabiają poprzez wolny handel - otrzymując tylko tyle, ile inni są w stanie zapłacić za ich dobra i usługi - ludzie sterujący państwem są ograniczeni jedynie tolerancją producentów na usankcjonowany poziom grabieży, po osiągnięciu którego przestaną być produktywni lub uciekną dokąd indziej. Dobrowolność wolnej wymiany handlowej dyscyplinuje producentów, nakładając na nich ciągłą presję; redystrybutorzy czują ją tylko w momencie zbliżania się do granicy tolerancji klasy produktywnej, momentu rezygnacji bądź ucieczki ich żywiciela. Celem rozrostu państwa nie jest więc osiągnięcie jakiegoś zadanego z góry jego rozmiaru, lecz ciągły rozrost. Każde poszerzenie państwowych kompetencji zwiększa okno, przez które materialnie bezproduktywni lecz słownie utalentowani są w stanie kierować coraz więcej zasobów i bogactwa w swoim kierunku: więcej prawa, więcej prawników; więcej regulacji, więcej biurokratów kontrolujących firmy; więcej praw, więcej urzędników je egzekwujących; więcej redystrybucji, więcej jej zarządców.
Dlatego mechanizm reinterpretacji prawa posuwa się w długim okresie tylko w jednym kierunku. Każdy poddawany w wątpliwość zapis jest, koniec końców, czytany w sposób poszerzający kompetencje państwa. Każda doktryna prawnicza "odkrywająca" nowe prawa ze starych zapisów postuluje zwiększenie państwa. Interpretacja osłabiająca, zmniejszająca państwo byłaby działaniem słowowładców przeciwko ich interesom - i właśnie dlatego tak się nigdy nie dzieje. Odpowiada to na pytanie kończące poprzednią sekcję: określony typ człowieka odnajduje się w danym miejscu i interpretuje prawo w określony sposób, bo ten sposób jest mechanizmem, w którym taki człowiek się bogaci. Przykład amerykański jest kanoniczny, schemat tego procesu jest uniwersalny.
Możemy tu od razu pokazać drugi, odrobinę subtelniejszy, przykład, być może bardziej przystępny dla polskiego czytelnika. Koncept "równości wobec prawa" znaczył kiedyś stosowanie danej zasady prawnej w ten sam sposób niezależnie od konkretnej osoby stającej przed sądem - był on ograniczeniem absolutnej władzy sądowniczej, w pełni zgodnym z systemem rozróżniającym ludzi na stany, rangi, role. Został on zreinterpretowany jako postulat żądający likwidacji jakiegokolwiek uznania różnic między ludźmi w prawie - zadekretowania jednorodności ludzi, wrogości wobec jakiegokolwiek porządku nienegującego tych różnic. Zwrot "równości wobec prawa" się nie zmienił, lecz jego znaczenie zostało odwrócone w jego egalitarne przeciwieństwo w procesie będącym kolejnym przykładem mechanizmu opisanego powyżej.
Aspekty słowny i przestrzenny niosą za sobą także wymiar płciowy, od którego nie będziemy tutaj stronić: kobiety biologicznie posiadają silniejsze skrzywienie werbalne od mężczyzn10Jonathan Wai, Jaret Hodges, Matthew C. Makel, "Sex differences in ability tilt in the right tail of cognitive abilities: A 35-year examination", Intelligence. na poziomie całej populacji. Wyjaśnia to częściowo czemu punkt przegięcia władzy na rzecz słowowładców zaszedł w momencie feminizacji instytucji państwowych. Opozycja wobec porządków organicznych przesunęła sposób operacji instytucji w werbalno-sfeminizowanym kierunku, co fundamentalnie zmieniło myślenie o tym, jaki sposób dyskutowania o prawie i polityce jest właściwy. Stare kryteria były obiektywne i weryfikowalne: czy jesteś właścicielem tej rzeczy, czy dotrzymałeś słowa, czy zrobiłeś to, do czego się zobowiązałeś. Nowe kryteria są subiektywne i nieweryfikowalne - jak się czujesz, czy jesteś pokrzywdzony, prymat osobistych odczuć nad rzeczywistością. Pierwszy rodzaj dyskusji różnicuje ludzi i można go skonfrontować z rzeczywistością; drugi nie jest testowalny i nie różnicuje ludzi, bo każde odczucie krzywdy jest subiektywne i równorzędne każdemu innemu. Drugi rodzaj dyskusji jest dokładnie rodzajem, w którym manipulacje werbalne osiągają najlepsze rezultaty i posiadają najwięcej władzy, i jest wymogiem do szerzenia egalitarnej ideologii.
Żadnego z powyższych nie da się pokonać przez napisanie konstytucji lepszej, dłuższej bądź bardziej precyzyjnej, ani przez lepsze nominacje na ważne stanowiska państwowe. Żaden dokument nie przetrwa procesu reinterpretacji przez słowowładców; jedynym stabilnym sposobem na obronę jest ograniczenie sfery, w której działają słowowładcy: jak największe ograniczenie państwa, decentralizacja instytucji pomiędzy rywalizujące między sobą ośrodki autorytetu społecznego i zakotwiczenie zasad panującego porządku w rzeczach jak najsilniej ugruntowanych w naturze i tradycji, niemożliwych do reinterpretacji - więzy krwi, własność prywatna, celebrowane od pokoleń zwyczaje, autonomiczne względem władzy instytucje kościelne.
Z tego powodu sam koncept spisanej konstytucji jest projektem egalitarnym, niezależnie od intencji jej twórców. Konstytucja centralizuje autorytet i władzę wokół jednego tekstu, ergo daje słowowładcom jasny cel do zaatakowania. Władza nad interpretacją konstytucji jest władzą nad wszystkim od niej pochodzącym. Słowowładcy nie walczą z konstytucją, lecz nią zarządzają, bo została ona spisana właśnie w celu zarządzania nią. Nadrzędny dokument prawny, jednolity i scentralizowany, narzucający zasady wbrew wszelkim lokalnym porządkom, które w jego absencji mogłyby się narodzić, to egalitarna myśl zakamuflowana jako prawoznawstwo. Porządek feudalny sprzed epoki monarchii absolutnych nie bez przypadku nie posiadał konstytucji, rozdzielał ośrodki władzy, miał prawo oparte na tradycji i kościół z własną, osobną jurysdykcją. Brak centralnego dokumentu, na którym opiera się władza, to brak jednego rdzenia, którego reinterpretację można narzucić wszystkim innym. Ten porządek był trudniejszy do przejęcia ponieważ nie miał jednego centralnego ośrodka do przejęcia. Konstytucja to prezent dla słowowładców.
Założenia
Nasz sposób myślenia o świecie nie jest wolny od założeń czy aksjomatów. "Efektywny" w jakim celu? "Prawidłowy" porządek wg jakiej miary? Odpowiedź na te pytania zawsze wymaga jakiejś apriorycznej struktury wartości. Nasza przesłanka jest węższa: porządki strzegące warunków kontynuacji własnej egzystencji są preferowane wobec porządków te warunki konsumujących.
To nie jest powszechnie wyznawana mentalność. Wiele współczesnych idei jawnie preferuje zrównanie ludzi w teraźniejszości kosztem przyszłości społeczeństwa. Ten sposób myślenia oddziela budowanie cywilizacji od jej destrukcji; odrzucenie go jest deklaracją, po której stronie tej alternatywy się stoi. Nasze myśli są skierowane do osób chcących budować.
Myśląc w ten sposób całkowicie zmienia się fundament, na którym dyskutujemy. Zamiast "czy agresja jest zła?" - co dzieli ludzi według linii podziału moralnych intuicji - pytamy "czy ten porządek strzeże, czy konsumuje warunki kontynuacji swojego dalszego trwania?" - co można stwierdzić na podstawie stosunku danego porządku do swoich własnych podstaw, co jest obserwowalne w każdym porządku panującym już teraz, nie dopiero w chwili jego upadku. Rozmawiamy o mechanizmach i kierunku, nie o konkretnej dacie upadku danego porządku.
Pytanie nasuwające się w tej chwili: czy to jest libertarianizm? Z pewnością jest to kompatybilne z libertarianizmem, ale nie musi nim być. Libertarianizm jest zakorzeniony w moralnych aksjomatach nieagresji i samoposiadania się. Agresję odrzucamy tu jako centralne planowanie kapitału ludzkiego - działanie strukturalnie samodestrukcyjne, nie aksjomat moralny. Przyjęte przez nas fundamenty pozwalają lepiej i trafniej potraktować rzeczy, z którymi libertarianizm głównego nurtu radzi sobie mętniej: dziedziczenie statusu społecznego, rodzina i autorytet, prawowitość tradycyjnych społeczeństw i Kościoła. Reakcjonista odrzucający liberalne dogmaty na temat samoposiadania nadal musi się zmierzyć z problemem kalkulacji ekonomicznej zastosowanym do kapitału ludzkiego. Najbliższą istniejącą pozycją jest ta Hoppego11Hans-Hermann Hoppe, Democracy: The God That Failed (2001) oraz A Short History of Man: Progress and Decline (2015). , wyciągająca de facto te same wnioski polityczne. Synteza myśli austriackiej i reakcyjnej jest logiczna i spójna, gdyż oba obozy łączy sprzeciw wobec państwa egalitarnego i jego instytucji zrównujących rodzaj ludzki.
Domino
Najpowszechniejszą krytyką, którą przewidujemy, będzie sofizmat zbyt płytkiej analizy. Krytyk może wskazać na jakiś problem współczesnych czasów - pornografię, spadek dzietności, mężczyzn niechętnych do wchodzenia w małżeństwa, kobiety nierodzące dzieci, konflikty etniczne, epidemię uzależnień - i wskazać niewystarczające zaangażowanie państwa w społeczeństwo jako ich przyczynę bądź użyć ich jako przykładu na to, że ludzie pozostawieni sobie tworzą patologię cywilizacyjną.
Wyobraźmy sobie kostki domina ustawione w szeregu. Patologia jest ostatnią kostką, która upada. Nikt jej bezpośrednio nie przewrócił - została przewrócona przez tę stojącą za nią, i możemy prześledzić ten proces aż do pchnięcia pierwszej kostki. Błąd popełniany przez osobę niedokonującej wystarczająco głębokiej analizy to skupianie się na ostatniej kostce i wnioskowanie, że musiała ona upaść sama z siebie. Krytyk ma rację w tym, że kostka upadła; nie ma racji, że nikt jej nie popchnął. Oczekujemy, że uważni czytelnicy będą w stanie prześledzić szereg upadku kostek w celu znalezienia działania, które zapoczątkowało cały szereg upadków.
Kostki nie upadają przypadkowo. Zostały ustawione w określony sposób przez mechanizm zawłaszczania opisany wcześniej - każda kostka jest sukcesywnym poszerzaniem zakresu państwa, pozwalającym klasie operującej instytucjami państwowymi na ekstrakcję zasobów w jej kierunku, co krok po kroku coraz silniej niszczy pole sygnałów i bodźców uczących ludzi, jak należy żyć. Co ważne, większość tych interwencji nie likwidowała żadnych "barier", mimo, że były one w ten sposób sprzedawane. Tak naprawdę były one ingerencjami w panujący porządek, przedstawianymi jako "liberalizacja" danej sfery życia. Jest to ważny schemat, który warto zauważać w każdym obserwowanym przypadku: naturalne układy są ogłaszane jako niepożądane i zastępowane nowym, narzuconym porządkiem, na koszt skarbca publicznego - narzucenie określane jako wyzwolenie bądź wolność.
Rozważmy powszechność korzystania z pornografii. Ktoś niezdolny bądź nieskory do prześledzenia szeregu domina ogłosi, że mężczyźni pozostawieni sami sobie uciekają się do niej. Lecz to jest ostatnia kostka; prześledźmy cały łańcuch wstecz: mężczyźni uciekają w pornografię w momencie, gdy rozmontowano systemy pozwalające ludziom łączyć się w pary - a to nie stało się samoistnie. Zostało to spowodowane wprowadzeniem rozwodu bez winy, przez państwo dobrobytu zapewniające każdej kobiecie minimum statusu materialnego, przez legalizację antykoncepcji odrywającej seks od zakładania rodziny, przez zmianę oczekiwań wobec kobiet z roli matek do korporacyjnych pracowników. Żadne z powyższych nie było likwidacją barier, lecz przewróceniem kolejnej kostki. Państwo nie wycofało się po prostu z egzekwowania umowy małżeństwa, tylko aktywnie przebudowało cały system bodźców w taki sposób, aby układy powstające wcześniej organicznie musiały teraz walczyć z baterią subsydiów, podatków, prestiżu wszystkich działających przeciwko nim. Mężczyzna korzystający z pornografii nie jest wolnym człowiekiem decydującym bez przeszkód o swoim losie, lecz osobą stojącą na końcu szeregu kostek domina, umyślnie przewróconych na przestrzeni dekad, każde przewrócenie opisywane przez "ekspertów" jako wyzwolenie, liberalizacja i postęp. Współczesna popularność pornografii to efekt inżynierii społecznej, nie wolnego, organicznego porządku.
Najjaśniejszym przykładem jest, oczywiście, spadek dzietności w ostatnich dekadach. Okazuje się, że jeden szereg domina w tej sferze został zbadany. Polityka obowiązkowych fotelików dla dzieci powodująca ubytek 145 tysięcy urodzeń na przestrzeni kilkudziesięciu lat to kropla w morzu całego problemu, lecz to przypadek możliwy do dogłębnego zbadania i przeanalizowania ze względu na różnice w tym prawie pomiędzy stanami. Ciągłe podnoszenie wieku wymogu jazdy dziecka w foteliku spowodowało wzrost kosztu posiadania więcej niż dwójki dzieci, przez co wiele rodzin zdecydowało się nie mieć trzeciego dziecka, które wymagałoby zakupu kolejnego fotelika i większego samochodu12Jordan Nickerson, David Solomon, "Car Seats as Contraception", Journal of Law and Economics 67, nr 3 (2024). . Niestety, zachodzące zmiany mające kluczowy wpływ na spadek dzietności nie są możliwe do przeanalizowania w ten sposób: rozwód bez orzekania o winie, wpychanie kobiet na uniwersytety, reorganizacja kobiecego życia wobec pracy i kariery zamiast rodzicielstwa - skala zmian jest na tyle ogromna, powszechna, i nagła, że nie jesteśmy w stanie zorganizować grupy kontrolnej. Przypadek fotelików to wierzchołek góry lodowej: jeśli drobne, wręcz "oczywiste" ze względów bezpieczeństwa dla większości ludzi prawo ma bezpośredni wpływ na spadek dzietności zwiększając koszty rodzicielstwa, to wielkie projekty reorganizacji społeczeństwa na pewno mogą mieć tylko jeszcze większy wpływ, nawet, jeśli nie jesteśmy w stanie go bezpośrednio zmierzyć.
Bliższe spojrzenie pozwala zobaczyć, że wszystkie te ingerencje w organiczny porządek były narzuceniem nowego. W wolnym społeczeństwie mały odsetek kobiet byłby zatrudniony na produktywnych stanowiskach - ten, który się do tego nadaje - i pozwolił reszcie odnaleźć się w odpowiednich dla nich rolach. Zamiast tego, w dzisiejszym świecie presja tworzona przez subsydia, edukację, podatki, prestiż i kulturę wypycha praktycznie każdą kobietę na tę samą ścieżkę, podążającą z daleka od wczesnego macierzyństwa. Naturalne różnice w ścieżkach życiowych różnych kobiet zostały uznane za niesłuszne i zastąpione jedną, zaplanowaną z góry; styl życia wymagający takiej skali publicznych subsydiów i zakazów nie jest w żaden sposób organiczny w sensie omawianym powyżej. W momencie zaprzestania tych wszystkich działań, rola kobiet szybko powróciłaby do struktury przypominającej dawniejsze czasy. To obecny, nie przeszły, porządek, jest narzucony.
Nie bez przypadku udało się zmierzyć wpływ na dzietność fotelików, podczas gdy większych zmian nie - tożsamość żadnej kobiety nie jest powiązana z fotelikami, natomiast myślenie o głównych przyczynach obecnego stanu rzeczy jest samobójstwem naukowym i politycznym: takie badania nie otrzymałyby finansowania, nie da się na nich zbudować kariery naukowej, cały system uniwersytecki traktuje te pytania jako tabu. W wielu kwestiach nawet nie zbiera się danych potrzebnych do ewentualnej analizy; klasa czerpiąca korzyści z obecnych państwowych interwencji sama kontroluje aparat swojego nadzoru, przez co staje się on bezużyteczny i bezproduktywny.
W podobny sposób działa wszystko inne. Uzależnienia od marihuany czy cięższych narkotyków są skutkiem upadku społeczności lokalnych, co, jak wcześniej, nie stało się samoistnie lecz zostało spowodowane zastąpieniem towarzystw pomocy przez państwo dobrobytu, przeregulowaniem regionalnego życia, ingerencjami w rynki pracy i nieruchomości które rozproszyły szersze rodziny po kraju. Konflikty w narzuconych wieloetnicznych społecznościach biorą się z samego faktu narzucenia ich: dobrowolne układy wytworzyłyby inne porządki i z tego właśnie powodu musiały zostać zniszczone. Upadek męskości pochodzi od likwidacji każdej z instytucji, które dawniej wiązały prestiż mężczyzny z jasnymi, demonstrowanymi kompetencjami - gildiami, braterstwami, milicjami, kościołami uporządkowanymi patriarchalnie - każde z nich rozmontowane bądź wyjałowione. Dwie rzeczy są prawdziwe w każdym wypadku: dysfunkcja, degeneracja to skutek końcowy, nie przyczyna; pierwotną przyczyną jest narzucenie porządku innego niż organiczny pod hasłami "wyzwolenia" i "liberalizacji".
Rozmyślając o przyczynach i mechanizmach upadków i degeneracji, możemy teraz zająć się kwestią przeciwną: dlaczego niektóre porządki narzucone wydają się trwałe i skuteczne? Bo w momencie obserwacji znajdują się we wcześniejszym etapie opisywanego przez nas procesu. Patologie, o których mówimy wyżej, są stanem po upadku domina; porządek narzucony, które ciągle trwa, jeszcze go nie popchnął, i cały czas stoi na fundamencie wytworzonym organicznie. Taki porządek odziedziczył zaufanie społeczne, jego instytucje i kapitał. Nie wytworzył ich i zniszczył mechanizm ich wytwarzania. Taki porządek się nie utrzymuje się własnymi siłami, lecz konsumpcją odziedziczonego kapitału, i ta iluzja godności może trwać tak długo, na ile tych zasobów wystarczy. Naoczny stan danego porządku pochodzi istotnie od historii społeczeństwa, w którym został ustanowiony; te same narzucone zmiany mogą trwać latami w bogatych społeczeństwach i wydawać się nieszkodliwe, jednocześnie znacznie szybciej niszcząc te biedniejsze. Pozorny sukces i ewentualna porażka to dwa różne etapy trwania porządku narzuconego.
Większość ludzi nie jest w stanie, bądź nie chce, śledzić dziejów społeczeństw dostatecznie głęboko wstecz, lecz skupia się na obecnym problemie. "Tradycjonalista" narzekający na mężczyzn korzystających z pornografii ma rację twierdząc, że jest to problem, ale nie widzi jego sedna ani prawdziwych przyczyn. Przed obarczeniem winą "natury ludzkiej" bądź wolnego wyboru, należy cofnąć się do pierwszego popchnięcia kostek domina; gdy porządek narzucony wydaje się działać, trzeba zidentyfikować, czyj kapitał przejada.
Władza: totalność a sprawczość
Jedna zmienna spina wszystko opisane powyżej w klamrę. Możliwość opuszczenia danego porządku tę zmienną identyfikuje; "liberalizacja" jest jej kamuflażem, niemożność państwa do pozostania w naznaczonych mu kompetencjach to proces jej wzrostu, ekstrakcja zasobów przez słowowładców czerpie z niej. Te wszystkie mechanizmy opisują z różnych perspektyw tę samą kwestię: jak duża część życia jest organizowana przez dany porządek.
Krytycy "państwa" per se często obierają zły cel. Atakują jego sprawczość - zdolność do rządzenia, administracji, działania w efektywny sposób - i mierzą wolność jako resztę z odjęcia sprawczości aparatu państwowego od życia. Celem cywilizacji nie są jednak słabe, pozbawione autorytetu instytucje, i atakowanie ich sprawczości jest świadectwem nierozumienia problemu. Zamiast skupiać się na efektywności danych instytucji egzekwujących dany porządek, powinniśmy patrzeć przede wszystkim na jego totalność - jak duży ułamek życia dane instytucje próbują sobie, nomen omen, podporządkować.
To dwie różne rzeczy, które w porządkach organicznych zmierzają w przeciwnych kierunkach. Zdecentralizowane instytucje - regionalne, dobrowolne, znajdujące się blisko ludzi, którymi zarządzają - będą zwykle bardziej sprawcze i efektywne od scentralizowanego urzędu w stolicy, bo są w stanie posiąść wiedzę i informacje specyficzne do danego obszaru i populacji, których władza centralna nie jest w stanie zagregować; działają także pod ciągłą presją możliwości ich opuszczenia, będąc bezpośrednio odpowiedzialne przed ludźmi którzy mogą z nich zrezygnować. Ich sprawczość jest wysoka, lecz totalność zerowa - instytucja niezabraniająca opuszczenia jej sięga w głąb życia tylko na tyle, na ile ktoś się na to godzi. Jej autorytet, legitymizacja pochodzi od ludzi, którzy mogąc odejść, akceptują jej władzę.
Prawdziwie niebezpieczną kombinacją jest ta przeciwna: niskiej sprawczości z absolutną totalnością. Państwo menadżerskie3James Burnham, The Managerial Revolution (1941). Pierwotne źródło opisujące przejęcie władzy w gospodarce i państwie przez klasę zawodowych administratorów i menedżerów, którzy nie są ani właścicielami, ani wytwórcami, lecz czerpią władzę z zarządzania cudzą własnością i cudzą pracą. zarządza wszystkim: dietą, pracą, edukacją, zasadami przewozu dzieci, i zarządza tym miernie, lecz niemożliwe jest uniknięcie jego macek. Jest ono jednocześnie nieefektywne i nieopuszczalne: połączenie, które niszczy cywilizację. Skupianie się na miarach wszelkiego ucisku ignoruje aspekt totalności, bo nie jest ona jednostką siły, lecz brakiem alternatywy.
Wnioski
Państwo nie jest w stanie wytworzyć ani strzec prawicowego porządku. Nie jest w stanie go wytworzyć, bo zainstalowanie dowolnej hierarchii wymaga zniszczenia organicznego sortowania, które pozwoliłoby tę hierarchię zidentyfikować. Nie jest w stanie go strzec, ponieważ każdy aparat zbudowany w tym celu staje się narzędziem ekstrakcji zasobów, które klasa słowowładców z biegiem czasu rozszerza i rozwija bez granic; retoryka i estetyka więzów krwi, ziemi, tradycji, siły nie są w stanie powstrzymać tego procesu. Porządek osadzony w hierarchicznych ikonach, jeśli niemożliwy do opuszczenia, nadal jest totalny pod warstwą kamuflażu.
Ignorując estetykę, nazwy partii, odziedziczony z Francji podział polityczny, pozostaje jedna fundamentalna różnica:
- porządek prawicowy
- jest organiczny i możliwy do opuszczenia: to hierarchia trwająca dzięki ciągłemu pozostawaniu w jej ramach ludzi mogących ją opuścić, generująca informacje o tym, kim są jej uczestnicy i co są w stanie sami z siebie utrzymać.
- porządek lewicowy
- to każdy inny porządek, którego nie można opuścić: zastąpienie układów, które byłyby wytworzone przez wolne zrzeszanie się ludzi - przez ich zrównanie bądź narzucenie innej hierarchii - utrzymywany przez zabronienie opuszczenia go, niszcząc wiedzę wymaganą do utrzymania jakiegokolwiek trwałego porządku.
Wszystko inne jest pochodne; ekonomia, kultura, optyka rządów - każdy spór na temat powyższych, koniec końców, sprowadza się do oceny danych postulatów pod powyższym kątem, jednym pytaniem: czy można je opuścić?
Misją polityki nie jest więc zbudowanie lepszego porządku i narzucenie go wszystkim innym, bo narzucanie jest porażką samą w sobie. Celem jest rozbiór totalności gdziekolwiek zamknęła ona wyjścia, i pozostawienie w spokoju cywilizacji budowanej przez wolnych ludzi dla samych siebie.
-
Ludwig von Mises, Human Action (1949). Mises dowodzi, że sam akt działania zakłada kategorie wartości, ceny i kosztu - skala wartości nie istnieje przed wyborem, gotowa do odczytania, lecz jest konstruktem istniejącym wyłącznie w ramach środków i celów konkretnego działającego człowieka. Wiedza o tym, co ludzie cenią, nie jest odczytywana, lecz powstaje dopiero w momencie działania. ↩︎
-
Ludwig von Mises, Socialism (1922) - problem kalkulacji ekonomicznej. Bez wolnej wymiany i wynikających z niej cen nie istnieje sposób porównania alternatywnych zastosowań zasobów: informacja, którą niesie cena, nie jest mierzona, lecz dopiero wytwarzana przez sam akt wymiany. Centralne planowanie nie tyle źle liczy, co nie ma czego liczyć. ↩︎
-
James Burnham, The Managerial Revolution (1941). Pierwotne źródło opisujące przejęcie władzy w gospodarce i państwie przez klasę zawodowych administratorów i menedżerów, którzy nie są ani właścicielami, ani wytwórcami, lecz czerpią władzę z zarządzania cudzą własnością i cudzą pracą. ↩︎ ↩︎
-
Murray Rothbard, Egalitarianism as a Revolt Against Human Nature (1974). ↩︎
-
Jared Clark, "What Does It Mean To Be Right Wing?", 2020, https://anticom.net/what-does-it-mean-to-be-right-wing/ ↩︎
-
Mencius Moldbug, An Open Letter to Open-Minded Progressives (2008), rozdz. 6 ("The Lost Theory of Government") oraz rozdz. 7 ("The Ugly Truth About Government"). Moldbug dowodzi, że gdy władza jest podzielona, pojawia się "polityka": każde ministerstwo może odnosić sukces nie przez realizację wspólnego celu, lecz przez poszerzanie własnej pozycji kosztem innych. Nowoczesne państwo nie ma jednej woli, lecz jest zbiorem instytucji, z których każda niezależnie maksymalizuje swój zakres. ↩︎
-
Wickard v. Filburn, 317 U.S. 111 (1942). "Zasada agregacji": nawet czysto lokalna działalność nie angażująca się bezpośrednio w międzystanowy obrót handlowy może podlegać regulacjom federalnym, jeżeli po zsumowaniu jej wszystkich indywidualnych wykonawców działania te mogłyby wpłynąć na ceny dóbr lub usług w innych stanach. Wyrok zapadł przed Sądem Najwyższym przekształconym przez FDR po 1937 roku, kiedy - po serii wyroków uchylających ustawodawstwo polityki Nowego Ładu oraz po groźbie Roosevelta, że dokooptuje on sędziów zgodnych z nim ideologicznie - Sąd zmienił swoją dotychczasową linię i zaczął podtrzymywać daleko idące ingerencje rządu federalnego w gospodarkę. Od 1942 r. prawie żadna działalność gospodarcza nie została uznana jako niepodlegająca regulacji na mocy powyższego wyroku. ↩︎
-
"wordcel"ang.. ↩︎
-
Gregory Cochran, Jason Hardy, Henry Harpending, "Natural History of Ashkenazi Intelligence", Journal of Biosocial Science; Richard Lynn, The Chosen People: A Study of Jewish Intelligence and Achievement (2011). ↩︎
-
Jonathan Wai, Jaret Hodges, Matthew C. Makel, "Sex differences in ability tilt in the right tail of cognitive abilities: A 35-year examination", Intelligence. ↩︎
-
Hans-Hermann Hoppe, Democracy: The God That Failed (2001) oraz A Short History of Man: Progress and Decline (2015). ↩︎
-
Jordan Nickerson, David Solomon, "Car Seats as Contraception", Journal of Law and Economics 67, nr 3 (2024). ↩︎